-Zróbmy głównemu bohaterowi Gender-blender
-Dodajmy Jedi, posypmy wszystko masą karabinów
-Dodajmy kolejną panią do powiększającego się haremu
-Polejmy wszystko nutką nostalgii i zmagań z samym sobą
-Na zakończenie walnijmy jeden z świetniejszych rozdziałów w historii świata Sword Art Online
Tak oto z grubsza prezentuje się SAO 2 anime jednocześnie zaskakujące jak i rozczarowujące ale o tym, trochę później...
Samo rozpoczęcie drugiego sezonu jest samo w sobie zimnym kubłem wody które miało jakiś pomysł na siebie ale nie wykorzystało potencjału. Dobrze znany Kirito zostaje poproszony przez agenta Kikuokę o pomoc w rozwiązaniu problemu związanego z śmierciami graczy podczas trwania sesji w kolejną grę wykorzystującą wirtualną rzeczywistość: Gun Gale Online. Kirito który ma we krwi pchanie się w niebezpieczne i całkowicie odbiegające od rozsądku akcje przystaje na propozycje i zaczyna śledztwo w sprawie tych owianych tajemnicą zabójstw. Zabójstwa są o tyle dziwne że, rzeczywiście odbywają się w grze czyli coś co w świecie SAO jest chlebem powszednim ale warto pamiętać że, jest to gra bezpieczna(przynajmniej w teorii) a coś takiego jak prawdziwa śmierć od kulki sieje terror wśród graczy, przynajmniej miała siać. Problem pierwszego wątku w drugim sezonie tej serii jest taki że, niestety potyka on się o swoje własne pomysły, mam tu na myśli rzeczy pokroju: Agenta proszącego co prawda weterana gier ale jednak nieletniego chłopca, fakt że, po wiadomościach mówiących o śmierci graczy w GGO mało kto tak naprawdę ją opuścił. Same "zasadzki" mordercy jak i niektóre sceny bitwy przypominają bardziej animowaną wersję Niezniszczalnych, z Kirito będącym niezniszczalnym czołgiem na czele. Oczywiście ta historia w drugim sezonie posiada także mocne strony. Jedną z nich jest nowa bohaterka serii która w prawdziwym życiu boryka się z pewną traumą którą próbuje wymazać z pamięci grając w Gun Gale Online. Co prawda nie jest to postać wybitna, a raczej typowa kolejna już znajoma Kirito ale stanowi dość ciekawe urozmaicenie zmagań w tej strzeleckiej grze, Okropnym bólem jest dla mnie fakt że, w kolejnych odcinkach zostaje co raz to bardziej zepchnięta na bok i staje się postacią poboczną, stanowiącą ozdobę dla reszty fabuły.
Tak oto kończymy temat Gun Gale Online i przechodzimy do mini-historii która jest upchnięta między wątkiem pierwszym a kolejnymi. Nasza grupa przyjaciół podejmuje się zadania ukończenia jednego z najtrudniejszych(jeżeli nie najtrudniejszego) "lochu" w celu zdobycia legendarnego oręża. Fabuła nie zapowiada się na powiew nowości i bynajmniej taka nie jest, po prostu nasza drużyna tłucze kolejne stwory nic sobie nie robiąc z faktu że jest to NAJTRUDNIEJSZY loch w grze. W porównaniu do pozostałych anime o grach MMO tutaj coś takiego jak formacja czy taktyka nie ma miejsca ale, przynajmniej jest dawka humoru i dobrze znanych twarzy co można uznać zarówno za wadę jak i zaletę. Z zwykłej walki z bossem anime tego pokroju mogłoby zrobić coś naprawdę epickiego, a ukazanie w dobrym świetle chociażby tej jednej walki podbudowałoby opinię widzów jeszcze bardziej ale niestety ten wątek został zrobiony mocno po macoszemu, a co za tym idzie, nie zdołał zaskoczyć osoby oglądającej niczym ciekawym.
Po obydwu wątkach i kilku pobocznych wydarzeń dostajemy "rozdział" Mother's Rosario który na tle pozostałych przygód wypada co najmniej świetnie, a nazwanie go najlepszym dla mojej osoby jest obowiązkiem. Ostatnia dawka przygód w drugim sezonie robi to co SAO powinno robić przez obydwa, całe sezony, mam na myśli fakt że: Postać Kirito zostaje odsunięta od serii(nie mylić z "całkowicie usunięta") na rzecz Asuny którą w końcu można nazwać pełnoprawną uczestniczką serii a nie, szarą towarzyszką Kirito której zadanie ograniczało się do walki ze wszystkim co się rusza. Ostatni rozdział porusza także niełatwe kontakty Asuny z jej matką która chcąc jak najlepiej dla dziecka postanawia starać się ograniczyć jej dostęp do wirtualnej rzeczywistości, nie rozumiejąc tego jak wielkie historie się tam dzieją. Jak na trochę ckliwą historię z matką głównej bohaterki w roli głównej to muszę mocno to zaplusować gdyż jest to w mojej opinii jedna z najlepszych historii tego rodzaju a przynajmniej taka która wypada nieźle. Nadchodzi pora na coś zarazem świetnego ale i jednocześnie tragicznego a mianowicie: historii Konno Yuuki. Yuuki czyli dziewczyna którą Asuna poznaje podczas jednej z rozgrywek i która po szybkiej wymianie słów
Postacie w SAO 2.... z jednej strony mam ochotę bić pokłony w stronę twórców, a drugiej mam ochotę uderzyć w ekran monitora. Niby jesteśmy "obdarowani" Sinon, nieśmiałą panią snajper która wszystkie smutki i depresje chowa grając w Gun Gale Online a po paru odcinkach z nią w roli głównej sam widz dostaje głębokiego doła. Gdy owa dziewczyna na skutek spotkania kilku osób staje się rezolutną docinającą towarzyszką naszej bandy twórcy nie robią nic innego jak spychają ją na boczny tor więc, jak zwykle dostajemy mocno niewykorzystany potencjał, choć nie tak bardzo jak w przypadku Yuuki.
Oczywiście nie zabrakło także starych wyjadaczy pokroju Kleina czy Agila, jednak oni nie wyróżniają się zbytnio na tle serii, a raczej stanowią coś trochę ważniejszego od typowych NPC.
Na szczęście Asuna przeszła ogromną zmianę względem zarówno bycia zwykłą towarzyszką Kirito jak i całej serii, i to zmianę pozytywną. Dostajemy kawał historii, od typowych relacji z matką zaczynając a na głębokiej przyjaźni z Yuuki kończąc. Były to historie które powinny być wzorem dla poprzednich wątków z pierwszego SAO. Sama relacja Asuny i wspomnianej wcześniej wesołej dziewczyny stanowi coś co jest na dość wysokim poziomie ale nie zmienia się zbytnio przez końcówkę sezonu aby na koniec, uciąć tę relację w najmniej odpowiednim momencie.
Jeżeli zaś chodzi o "tych złych" w SAO 2 to jest ich może... 2 i to pokazanych w słaby, nic nie wnoszący sposób i o każdym antagoniście zapomnimy w trybie natychmiastowym.
Strona graficzna serii wypada poniekąd świetnie ponieważ, dostajemy solidną i płynną animacje która dodatkowo cieszy oko podczas scen strzelanin oraz walk z bossami, seria raczy nas także przejrzystymi i wyróżniającymi każdą osobę projektami postaci. Same miejsca odwiedzane podczas seansu to także gratka dla widza, zwłaszcza że podłożami do walk są zniszczone miasta, post-apokaliptyczne pustkowia oraz pełne życia, pełne neonów futurystyczne miasta będące swego rodzaju bazą wypadową dla graczy. Praktycznie każda walka, czy jakakolwiek inna scena wypada płynnie i na ogół nie łapie graficznej "czkawki". Niestety nie zabrakło wszechobecnego w SAO fanserwisu ale, przynajmniej pomysł na Kirito po pewnej "zmianie" wypadł dość... ciekawie, i wielokrotnie mimowolnie uśmiechałem się z wynikających z tego gagów.
Tak o to prezentuje się Sword Art Online 2 czyli anime posiadające liczne niespodzianki, zarówno pozytywne jak i zdecydowanie takie o jakich chcemy zapomnieć. Należy teraz zadać sobie pytanie: "Czy warto"? Jeżeli chcecie dokończyć animowany wątek świata SAO a niektóre zgrzyty w serii( a jest i trochę) wam zbytnio nie przeszkadzają to moim zdaniem tak, SAO 2 ma kilka asów które was przyjemnie zaskoczą a sama kreska jak i pomysł na nowe postacie wypada nie najgorzej, przynajmniej nie tak źle jak się obawiałem po niezbyt wybitnym zakończeniu sezonu pierwszego.
Miłego oglądania wyjętych rodem z filmów akcji zagrań twórców, licznych dramatów jak i powodów do radości naszych protagonistów.




